Skip to content

Martyna Wojciechowska „Przesunąć horyzont”

Grudzień 29, 2009

Martyna Wojciechowska wchodzi na najwyższą górę Ziemi.Czy poza medialnym szumem wynika z tego coś jeszcze?Czy ekstremalne  osiągnięcia innych ludzi mogą cokolwiek wnieść w nasze życie?A jednak…Tam gdzie jest się najbardziej samotnym wśród ludzi,tam gdzie cisza huczy głośniej niż lawiny i gdzie najgrożniejsze jest to,co najbardziej upragnione.Dlaczego ktoś po dwukrotnym złamaniu kręgosłupa myśli o zdobyciu Everestu?Po co wogle rzucać wyzwanie własnym słabościom?Dlaczego człowiek tak bardzo pragnie spojrzeć śmierci w oczy?Właśnie…Dlaczego? Myślę ,że na te wszystkie postawione pytania nie da się odpowiedzieć w żaden racjonalny sposób bowiem niepohamowana chęć spełniania marzeń nijak odnosi się do rozsądku.Jest to coś,co w nas siedzi od dłuższego czasu,nie daję o sobie zapomnieć-to są właśnie marzenia.Żądza ich spełnienia.

Przesunąć horyzont” to niepowtarzalna w treści i zarazem pierwsza książka Martyny Wojciechowskiej, dziennikarki TVN, znanej ze swoich pasji podróżniczych i motoryzacyjnych. Książka ta, to przede wszystkim niezwykły, intymny dziennik pisany przez Martynę, podczas wyprawy na najwyższy szczyt świata. Tak naprawdę to opowieść nie tylko o górach, to wyznanie. Autorka mówi w niej o zmaganiu się z samą sobą i osiąganiu rzeczy niemożliwych. Istotnym wątkiem, tego nadzwyczajnego dziennika, jest opowieść o dramatycznych wydarzeniach, które miały miejsce w życiu Martyny – wypadku samochodowym w Islandii, gdzie straciła wieloletniego przyjaciela, operatora kamery, (to jemu zadedykowała swoją książkę), ale też wizji kalectwa, która zdawało się, że pozbawi ją wszelkiej nadziei. To opowieść o bólu, zwątpieniu, ale też o nadzwyczajnej sile, dzięki której autorka potrafiła pokonać własne słabości, gdy po wypadku i z wyrokiem kalectwa, mimo dwukrotnego złamania kręgosłupa, rzuciła wyzwanie własnemu ciału, postanowiła zdobyć Everest. Martyna opisała w swojej książce walkę z cierpieniem i trudną drogę do urzeczywistnienia marzeń. To właśnie u szczytu Himalajów słyszymy głos płynący z naszego wnętrza, zaczynamy pytać i szukać odpowiedzi i…..znajdujemy je, bo świat ma w górach inny wymiar. Martyna przesunęła horyzont swojego życia, i to dało jej ogromną siłę, którą może znaleźć sobie każdy z nas, gdy czegoś naprawdę pragnie.

Jest to zarazem pierwsza publikacja ,która wywołała we mnie tyle emocji.Tak różnorodnych,pomieszanych…
Poczynając od uczucia ulgi aż po strach i łzy. Chyba nigdy nie byłam tak emocjonalnie związana z kupą druku:) Nie wiem czy to za sprawą wrodzonego uwrażliwienia na ból i cierpienia innych?Czy też ze względu na tematykę ,która zawsze była bliska mojemu sercu?

Bardzo trafnie skomentował Ów pozycję P.Krzysztof Walicki ,który powiedział;
„Autorka inaczej niz zawodowi himalaiści opisuje wyprawę-chyba bardziej prawdziwie, z większa wrażliwością na szczegóły. To są spostrzeżenia i przemyślenia człowieka „z zewnątrz”, który widzi rzeczy, o jakich górscy weterani nie zawsze chętnie mówią…jest to ksiąka o człowieku w górach”

Na koniec jeszcze zacytuję pewien fragment ,który szczególnie utrwalił się mej pamięci:
„Hiszpański wspinacz siedzi z plecakiem oparty o skałę. Szerpa poprawia mu czapkę, wyciera nos. Pomyślałam: „O Boże, jak to dobrze, że mi nikt nie musi wycierać nosa”. On coś do niego bełkoce, po czym prosi o radio. Przez to radio nadaje do Bazy, żeby Szerpa odkręcił mu tlen na cztery litry. I Baza do Szerpy po szerpijsku mówi, żeby on mu odkręcił ten tlen. Patrzę na tę scenę zdumiona, bo jak ja chcę mieć przepływ tlenu – cztery litry, to ściągam sobie plecak, odkręcam i zakładam plecak z powrotem… Szerpa poprawił mu jeszcze raki, maskę, czapkę. Patrzyłam na to i nie wierzyłam, że tacy ludzie też wchodzą na Everest. I co nimi kieruje? Czy gdybym ja była w takim stanie, to też pchałabym się dalej do góry? Czy dałabym radę doczołgać się na szczyt? Minęłam takich ludzi więcej – wycieńczonych, rozczarowanych, załamanych, pokonanych przez Górę albo zmagających się z Nią tak ciężko. Zastanawiałam się, skąd brała się ich motywacja, bo musiała być naprawdę wielka, jeśli byli w stanie to znosić!”
Mój dziennik z Everestu




Reklamy
3 komentarze leave one →
  1. 2lewastrona permalink
    Grudzień 29, 2009 7:58 pm

    cudne cudne.. czytam, chłonę.. powoli

  2. alejka permalink*
    Grudzień 29, 2009 11:51 pm

    Zazdroszczę…
    Tylko nie becz…:)

  3. 2lewastrona permalink
    Grudzień 30, 2009 2:15 pm

    alejka
    noo staram sie 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: