Skip to content

„Wnuczka Pana Linha” Philippe Claudel

Listopad 24, 2009

„Stary człowiek stoi na rufie statku. Przyciska do piersi lekką walizkę i niemowlę, jeszcze lżejsze niż walizka. Ten stary człowiek to Pan Linh. Tylko on wie, że się tak nazywa, gdyż wszyscy z jego otoczenia, którzy to wiedzieli, nie żyją”

             Tak rozpoczyna się ta krótka,dramatyczna a zarazem wzruszająca opowieść.
Ten stary człowiek to Pan Linh,który przybywa do nowego kraju jako uchodżca .Ze sobą ma jedynie lichą walizke z paroma rzeczami ,starą fotografie i ,półcienny woreczek z garścią ziemi-nie byle jakiej .Była to ziemia ,którą uprawiał przez całe swoje życie , a przed nim jego
ojciec , a przed ojcem jego dziadek .Była to ziemia ,która ich żywiła i przyjmowała do swego łona w chwili śmierci.Na statku zewsząd otoczony jest porozbijanymi rodzinami-mężczyznami ,kobietami którzy w wyniku okrutnych działań wojennych opuścić musieli ojczystą ziemię .Nasz Główny bohater w wyniku wybuchu bomby na polu ryżowym traci syna i jego żonę. Znajduje kilkutygodniowe, osierocone dziecko i lalkę z urwaną głową. Zabiera wnuczkę i ucieka z nią za ocean.Pan Linh czuję się jednak bogatszy od tych wszystkich ludzi ,ktorych spotyka,ma wnuczkę z ,którą nigdy się nie rozstaje,wiedział ,że to dla niej musi być silny.

„Trzeba być dla niej wesołym, uśmiechać się do niej, trzeba ją karmić, zadbać o to, żeby się wysypiała, żeby rosła, żeby stała się dorodną dziewczynką”.

Pan Linh , w wielkim mieście czuję się zagubiony ,nie potrafi przystosować się do nowego otoczenia.Nie rozumie tamtejszych ludzi,wobec nich staję nie ufany ,boi się…
Nie tyle o siebie ale o małą Sang Dieu ,która jest dla niego najważniejsza .Przyrównuje ją do poków lotosu ,które zmieniają się  w dorodnie rozwinięte kwiaty na obrzeżach jezior.

„Pan Linh chce widzieć, jak dziecko się rozwija. Chce żyć ,żeby to widzieć, jak dziecko się rozwija.Chce żyć, żeby to widzieę,  i jest mało ważne , co to życie każe mu znosić, jezeli przychodzi człowiekowi życ z dala od kraju, własnie tu,jeżeli przychodzi człowiekowi życ w tym zamkniętym domu.Nie,nie chce, żeby to bylo tu. Nie w tej umieralni. Chce, żeby Sang Dieu stała się najpiękniejszym lotosem , i on chce trwać, ażeby móc ją podziwiac,chce jednakże ją podziwiać  w pełnym swietle,na dworze ,nie w domu starców,nie w więzieniu takim jak to.”

Siłę daję mu również przypadkowa przyjażń.
Pan Bark to człowiek ,który podobnie został doświadczony przez los .Mimo ,że ich relacje słowne opierają się na jedynym ,znanym w języku Pana Barka „dzień dobry” ,nie stanowi to dla nich przeszkody na drodze porozumienia ,radzą sobie doskonale . To prawdziwa nie przerwana ,szczera przyjażń pomiędzy dwojgiem dorosłych ludzi, przepełniona szczerością  i wzajamnym oddaniem.

Reklamy
No comments yet

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: